Relacje z Krakowa - cz. 3

GRUPA "ARTYSTYCZNE WITRAŻE"

14441048 1230543830318420 5443211022597289599 nNikt nie może zaprzeczyć, że najlepszą grupą jaka powstała była grupa ,, Witraże”, którą to opiekowały się dwie14446051 1230543103651826 7491488148418348229 n Panie – p. Marysia Bremer i p. Kasia Murzyn. Grupa, która była zawsze przygotowana, na każde wyzwania zwiedzaniowe, której członkowie zawsze punktualnie stawiali się na miejscu spotkań, i która nigdy nie pojechała na gapę w krakowskim tramwaju.

Już pierwszego dnia od razu po przyjeździe do naszego hostelu zostaliśmy nazwani zwierzyńcem i zapytani o to z jakiej szkoły jesteśmy.

Kiedy opuściliśmy hostel i wybraliśmy się na wycieczkę na rynek zostaliśmy przez nasze podopieczne podzieleni na trzyosobowe grupki, z których to każda miała inne zadanie dotyczące wybranych obiektów na terenie Rynku Krakowa i jego obrzeży oraz świętych związanych z tym miejscem. Nie powiem, że wszyscy podołali zadaniu pisemnym ale z pewnością wszyscy w jakimś stopniu ulegli integracji między rocznikowej, która miała wtedy miejsce. To była jedna z najlepszych części wtorku, który właśnie dobiegał końca.

Po powrocie do hostelu wszyscy świętowani ostatnie godziny dnia 20 września, który jest dniem urodzin p. Kasi Maleszak. To był moment, w którym nazwanie naszej szkoły zwierzyńcem byłoby na miejscu, gdyż w całej kamienicy bez problemu udawało się słyszeć śpiewy i wrzaski dedykowane naszej pani jubilatce.

Po zjedzeniu kolacji Weronika urządziła nam naukę tańca, do której dołączyli się wszyscy z wyjątkiem pani Kasi na co, jak się następnego dnia okazało bacznym okiem spoglądał Szymon M. przez zamontowane na naszym piętrze kamery. Było bardzo zabawnie dopóki dzień nie dobiegł końca i wszyscy nie zasnęli.

Następnego dnia po śniadaniu naszej grupie udało się zrobić szybki napad na Kościół Mariacki i w pięć minut zajęło nam zachwycanie się pięknem sakralnego otoczenia. Kolejna w planach była Kopalnia soli w Wieliczce, która to nas wszystkich sama w sobie bardzo zaciekawiła, jednak gdy pani przewodnik podziękowała nam na zakończenie wszyscy się jeszcze bardziej ucieszyli.

Największą kulturalną atrakcją był dla nas spektakl ,,Arszenik i stare koronki’’ w teatrze im. Juliusza Słowackiego i zaszczyt, kiedy część szkoły usiadła w lożach. Wszyscy elegancko ubrani godnie reprezentowali szkołę Przymierza Rodzin z Warszawy, a ci którzy o garniturach, koszulach i sukienkach zapomnieli stanowili niezauważalną mniejszość.

Środa była dniem, w którym to łącznie przeszliśmy 10 kilometrów, a i tak wszyscy mieli nadmiar sił.

Czwartek natomiast był dniem, na który wszyscy czekali i podczas którego osoby z przebłyskiem talentu twórczego mogły się wykazać. Naszym pierwszym celem była pracownia witrażu zlokalizowana na Powiślu Krakowa. Jak się okazało gwóźdź naszego programu był trafem w dziesiątkę, gdzie wszyscy z ogromną uwagą i skupieniem przysłuchiwali się technik i form wykonywania witraży, o których nikt wcześniej nie miał pojęcia. Po interesującej jak i równie wyczerpującej wycieczce wszyscy głodni i zmęczeni smacznie zjedli w knajpie ,,avocado”. Jednak to dopiero początek wrażeń, ponieważ tuż za rogiem czekał na nas pan, który jeszcze głębiej wprowadził nas w techniki wyrobu witraży. Mieliśmy sami możliwość zrobienia własnego dzieła przy użyciu kawałków szkła i trzystu innych specjalnych urządzeń. W prawdzie tylko parę osób okazało się mieć w sobie odpowiedni zapas cierpliwości do tego zawodu, a reszta mięczaków poszła na podwórko grać w bule ze starszym mistrzem tej dyscypliny. Po skończonej lekcji wszyscy się rozeszli po różnych miejscach  miasta, w różnych celach, ale co najważniejsze z własnym witrażem w ręku.

Następny dzień był niestety ostatnim dniem zielonego gimnazjum, ale w mojej kategorii dniem najlepszym. Obecny dzień miał za zadanie przybliżyć nam trochę wizję ,,medycyny’’ przedstawiając ją w trochę innym świetle nich dotychczas. Naszym nośnikiem, który miał nam ten temat przybliżyć była sztuka. Zostaliśmy oprowadzeni po wystawie ,,Medycyna w sztuce’’, w której to część osób się odnalazła, a część mocno skrytykowała sam fenomen. Tak więc  podsumowując zdania na temat sztuki współczesnej zostały podzielone. Następnie w tym samym budynku, znanym jako słynny MOCAK czekała na nas fundacja Anny Dymnej i kontakt z ludźmi niepełnosprawnymi, którzy to okazali się bardziej szczerzy i kochani w kontakcie niż nie jedni ludzie znani nam na co dzień. To niesamowite jak tak krótkie spotkanie może nam wnieść tyle radości do życia i nauczyć nas prawdy o sobie. Nie chcieliśmy aby spotkanie dobiegło końca, jednak przed odjazdem czekała nas jeszcze jedna atrakcja. Była to czasowa wystawa związana z tegorocznymi Światowymi Dniami Młodzieży -,,Maria Mater Misericordiae” w Muzeum Narodowym w Krakowie. Nie było to niestety to samo co sztuka zaprezentowana nam w MOCAKU, jednakże równie bardzo się poniektórym podobała. Ci z nas, którzy w dużej mierze zwracają uwagę na detale zauważyli od razu, że Matka Boska na wszystkich wizerunkach przedstawiana jest ze smutnym lub obojętnym wyrazem twarzy. Dowiedzieliśmy się skąd ta cecha w malarstwie i rzeźbie się wzięła.

To było ostatnie miejsce zwiedzone przez nas w Krakowie i jedyną rzeczą, którą musieliśmy teraz zrobić było bezpieczne dojechanie do Warszawy. Wszystko odbyło się zgodnie z planem i żadne z dzieci nie zostało w Krakowie jak i żadne nie zostało w pociągu. Wszyscy zadowoleni z uśmiechami na twarzach zjawili się o 23;30 na dworcu centralnym. 

Marysia Wierzbicka

 


 

r

l sp

logo

 STALE

WSPÓŁPRACUJEMY:

logo LS

Fundacja Dzielo Nowego Tysiaclecia

mw-logo